
Wyjeżdżamy. Wiem ,że nie powinienem zaczynać raportu z podroży od informacji,że wyjeżdżam,ale... Granica to rzecz,która w sposób istotny determinuje moje wspomnienia z tego wypadu. Z Polski do Ukrainy dostałem się bez problemu. Poleciałem na rympał i .... byłem po drugiej stronie. Małe zamieszanie z "zieloną kartą" - nie miałem jej- ale polski pogranicznik był łaskawy i uznał,że ma czas na to by poczekać ,aż ją wykupię. Kolejka poczekała razem z pogranicznikiem i ze mną.
Zanabyłem wymaganą polisę i ... w drogę. Zaraz za kordonem zakupiłem minimalną kwotę hrywien. Które i tak nie były mi w przyszłości potrzebne. W Lwowie niemal wszędzie można płacić kartą. Koszty obsługi karty nie większe niż w Polsce . Nawet z opłatami za przewalutowanie.
Opuszczając Ukrainę ( to obrazują powyższe obrazki) w pierwszym rzędzie stanąłem w jakieś gigantycznej kolejce. "Tubylcy" poinformowali mnie,że to kolejka dla Ukrów. Polacy mogą jechać na"kordon" omijając kolejkę. Tyle,że stałem na pasie "no name" . Drugi, który okazał się później być właściwym. był za murkiem. Tam kolejka nie była mniejsza,ale ponoć szybciej szła.
Wracając do tematu. Gdy "tubylec " oznajmił mi,że powinienem jechać na granicę bez oczekiwania wrzuciłem bieg i w drogę. Dojechałem do bramek. Nagle ( po pół godzinie) pojawił się pogranicznik. Polski. I oznajmił mi,że ... naruszyłem po drodze kilka paragrafów. Nie dostosowałem się do jakiś znaków drogowych. Zwłaszcza tych dotyczących się ograniczenia lub zakazu ruchu. Zagroził mi równocześnie solidną karą. Przyznałem ,że nie widziałem-co jest zgodne z prawdą- żadnych tego typu ograniczeń,ale Pan oddalił się w gniewie.
Czekając na dalszy ciąg wydarzeń rozglądnąłem się po okolicy. O tyle o ile mogłem. Nie można oddalać się od samochodu.
Moim oczom okazała się "druga strona " przejścia. NIE. Nie chodzi o drugą stronę granicy. Chodzi o DRUGI PAS. Ten -niby dla obywateli EU. JA stałem na tym gorszym. Dla Ukrów. I to nie sam. Ze mną byli obywatele Niemiec ,Holandii, o Polakach nie wspomnę. Wszystkich cechowała jedna rzecz. To byli TURYŚCI.Po drugiej stronie ... polskie rejestracje z ukraińskimi kierowcami. To oni przekraczali granicę jako obywatele UE.Zostawmy temat granicy. Bo .... Nie takie rzeczy człowiek już przeżył i dał radę. Granica nie powinna być przeszkodą. Wróćmy do LWOWA!!!!
LWÓW
No cóż. Od czego zacząć? O dziurawych ulic? Od obskurnych przedmieść? Od ... Nie rzuca na kolana. Starówka porównywalna z ... Każdym miastem Austro-Węgier. Ale widać,że chcą zarobić na turystach. I to dobrze i w krótkim czasie. Ceny w knajpach porównywalne,jak nie wyższe niż w Lizbonie. A oferta... dużo niższa.

Lwów przywitał nas deszczem i .... nie przygotowanym apartamentem.Po wielu godzinach podróży zmuszeni byliśmy czekać na wysprzątanie apartamentu.No cóż .Pierwsza kawa i pierwsze piwo. I pierwsze spotkanie z rodakami. Trzech facetów w średnim wieku,przy dużym - kolejnym- piwku przechwalało się jak tanie są dziewczynki we Lwowie i co im zrobiły po suto zakrapianej imprezie.UPIÓR W OPERZE, czyli opowieść o tym jak spędziłem wieczór w OPERZE LWOWSKIEJ














































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz