GRUZJA



Nie. Nie zakochałem się w Gruzji. Wręcz przeciwnie. Dlaczego ?  Nie wiem. Może to przez psy , a może przez cenę i jakość kawy... A może zbyt wiele oczekiwałem ?
Psy. Wszędzie ich pełno. Bezpańskie. Skamlające o odrobinę czułości i ... jedzenie. To było ponad moje siły. A kawa. Droga i ... słaba.   Gruzja mnie  ROZCZAROWAŁA.

Nie generalizujmy. Są tam rzeczy piękne. Takie dla,których warto spędzić kilka godzin w samolocie tanich linii. Jedną z tych rzeczy  jest.. jedzenie. Kolejną wino i chacha. Kultura. Historia. O gościnności Gruzinów nie będę się wypowiadać. Jest wypadkową wielu czynników. Miejsca, ludzi, pory dnia i ... kwoty  pozostawionych lari. Nie ma tej przysłowiowej, bezwarunkowej i bezinteresownej gościnności. Jest  uprzejmość. Ogólna jest empatia. Ale wszystko w granicach opłacalności. I to nie jest zarzut. Stwierdzam jedynie fakt . Z drugiej strony. Gdy zdobędziesz przyjaźń Gruzina to odda ci ostatnią koszulę ( sic!!!).  Będzie ci bratem,ojcem,matką i siostrą.
Gruzini są dumni i hardzi, ale nie są pyszałkami, ani gburami. Nie okazują wyższości,ale nie mylą uprzejmości ze służalczością. Są otwarci i radośni,ale nie wylewni. Są tradycjonalistami,ale głodni nowinek. Są cierpliwi i konsekwentni,ale nie potrafią obyć się bez prowizorek. I te prowizorki widać na każdym kroku.  Instalacje elektryczne połączone na taśmy izolacyjne , cieknące instalacje wodne, tapety nie docięte, papierowe kubki , porcelanowe talerze i aluminiowe sztućce , popękane szyby samochodowe  , brak klamek w drzwiach , itd,itp. .
Takie niedoróbki można by wymieniać w nieskończoność.
Najgorsze w tym wszystkim jest to,że te niedoróbki widać gołym okiem  w nowych budynkach i inwestycjach. Cóż.  Może tak ma być. Może na tym polega koloryt Gruzji? Może to nam Polakom się w Gruzinach podoba? Bo  my też nie jesteśmy najsolidniejszymi  wykonawcami i prowizorka  ma w Polsce najdłuższy żywot ze wszystkich sposobów napraw.




                       *********
" - Leżał ranny.Tu... przed sklepem. Próbował się wczołgać na pobocze, ale Ruscy go przejechali .... SKOT-em. - mój rozmówca jakby się zamyślił i zadał pytanie,które  było raczej z kategorii  retorycznych - Dlaczego? Przecież on nie miał broni. Nikt z nas  tutaj nie miał broni.
Kchwawreli to maleńka wioska  leżąca  w bezpośrednim sąsiedztwie skalnego miasta Uplisciche i stosunkowo blisko Gori. wioska ta została  zajęta przez Rosjan w 2008 roku. Nasz gospodarz  nie ukrywał emocji opowiadając o rosyjskiej interwencji w 2008 roku.  ".

 
                           
Uplisciche
Do Gori przyjechaliśmy  marszrutką  późnym popołudniem. Naszym celem było skalne miasto Uplisciche . Wjeżdżając na dworzec autobusowy - który był , jak to zwykle bywa, równocześnie targowiskiem - uznałem,iż musimy jak najszybciej  stąd się ewakuować . Krótki rekonesans i ... mamy busa do Kchwawreli. Usadowiliśmy się  na tylnej kanapie. Obok siedział młodzieniec. Zaczytany w jakimś akademickim podręczniku. Było późne popołudni. Coś koło 15.00. Z tyłu głowy pojawiało się pytanie. Gdzie spędzimy kolejną noc.......

 Zapytałem siedzącego obok chłopaka o jakiś hotel w okolicy. Chłopak chwycił za telefon i po krótkiej rozmowie z kimś po drugiej stronie oznajmił ,że załatwił nam nocleg. Jak się po chwili okazało był synem miejscowego nauczyciela wuefu Dawida Nadaraszwilego. Dawid prowadzi coś w rodzaju domu gościnnego. Nocleg plus wyżerka ( z winem i chachą). Rozmawialiśmy pół nocy. Trochę po rosyjsku,trochę po angielsku , a reszta na migi. Czarodziejka chach przełamywała wszystkie lody.  Atmosfera trochę się zagęściła,gdy rozmowy zeszły na tematy polityczne. Stali,rosyjska inwazjo, Osetia.... to nie były tematy,które  pozwalały bez emocji sięgnąć po kolejny kieliszek . Grubo po północy poszliśmy spać. Rano czekał nas podróż do Tbilisi.



Biały Most nad rzeką Rioni
                       *******
Lotnisko w Kutaisi. Wczesny ranek. Szybka odprawa. Smigiem znajdujemy taxi do centrum. Jest  to zorganizowane przy udziale  władz lotniska. Dwie Panie pytają  każdego z podróżnych, gdzie chcą jechać. Są trzy  główne destynacje. Tbilisi,Batumi, Kutaisi. Jedna z Pań mówi nawet po polsku.
Zostaliśmy za kilka euro podwiezieni pod sam hotel. Tyle,że to był NAPRAWDĘ  wczesny ranek.Diplomati Hotel. Przecudne miejsce.Recepcja nie była całodobowa, ale wnętrza bizantyjskie.

Hotel Diplomati
 Mieliśmy zarezerwowaną dwójkę. Dostaliśmy a dostaliśmy apartament. Za niecałe 87 PLN za noc. Ze śniadaniem. I to obfitym. Obfitym do granic możliwości.

Mieliśmy dzień na zwiedzenie miasta.  Wydawało się,że czasu jest aż nadto , ale... .
Życie w Gruzji toczy się według własnego rytmu. I nie jest on bliski tym ,którzy  nie smakują , którzy nie wąchają , którzy nie  potrafią chwilę popatrzeć.
Każda czynność ma swoje tempo. Tu nikt się nie spieszy ( z wyjątkiem taksówkarzy ) .
Taki stan rzeczy miał olbrzymi wpływ na to co udało się nam zwiedzić tego dnia.
Katedra Bagrati
Generalnie ograniczyliśmy się do  wejścia  na wzgórze gdzie znajduje się Katedra Bargati.

Katedra Bagrati
Oczywistym jest, że nim weszliśmy na Ukimerioni , na szczycie którego to wzgórza znajduje się ta świątynia, poszukaliśmy knajpki z kawą. I tu pierwsze rozczarowanie Gruzją. Kawa... słaba, droga i do..de. 

Naprawdę. Przez te niemal 2 tygodnie spędzone w Gruzji  napiliśmy się dobrej ( przyzwoitej ) kawy.
Katedra Barati
Kawa , rozpuszczalna, udająca tą z ekspresu,kosztowała równowartość 6 euro . średnia cena tego typu napitku  w rożnych  cukierniach i  piekarniach nie przekracza 1 euro, a w restauracja 2-3 euro ( są to kawy typ 3 w 1) , które można nabyć w każdym supermarkecie, za 15-30 centów). Nie w tym jednak rzecz.
Katedra Bagrati


.




Batumi- ogród botaniczny






















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz