Nie. Nie zakochałem się w Gruzji. Wręcz przeciwnie. Dlaczego ? Nie wiem. Może to przez psy , a może przez cenę i jakość kawy... A może zbyt wiele oczekiwałem ?
Psy. Wszędzie ich pełno. Bezpańskie. Skamlające o odrobinę czułości i ... jedzenie. To było ponad moje siły. A kawa. Droga i ... słaba. Gruzja mnie ROZCZAROWAŁA.
Gruzini są dumni i hardzi, ale nie są pyszałkami, ani gburami. Nie okazują wyższości,ale nie mylą uprzejmości ze służalczością. Są otwarci i radośni,ale nie wylewni. Są tradycjonalistami,ale głodni nowinek. Są cierpliwi i konsekwentni,ale nie potrafią obyć się bez prowizorek. I te prowizorki widać na każdym kroku. Instalacje elektryczne połączone na taśmy izolacyjne , cieknące instalacje wodne, tapety nie docięte, papierowe kubki , porcelanowe talerze i aluminiowe sztućce , popękane szyby samochodowe , brak klamek w drzwiach , itd,itp. .
Takie niedoróbki można by wymieniać w nieskończoność.
Najgorsze w tym wszystkim jest to,że te niedoróbki widać gołym okiem w nowych budynkach i inwestycjach. Cóż. Może tak ma być. Może na tym polega koloryt Gruzji? Może to nam Polakom się w Gruzinach podoba? Bo my też nie jesteśmy najsolidniejszymi wykonawcami i prowizorka ma w Polsce najdłuższy żywot ze wszystkich sposobów napraw.
*********
Kchwawreli to maleńka wioska leżąca w bezpośrednim sąsiedztwie skalnego miasta Uplisciche i stosunkowo blisko Gori. wioska ta została zajęta przez Rosjan w 2008 roku. Nasz gospodarz nie ukrywał emocji opowiadając o rosyjskiej interwencji w 2008 roku. ".
| Uplisciche |
Zapytałem siedzącego obok chłopaka o jakiś hotel w okolicy. Chłopak chwycił za telefon i po krótkiej rozmowie z kimś po drugiej stronie oznajmił ,że załatwił nam nocleg. Jak się po chwili okazało był synem miejscowego nauczyciela wuefu Dawida Nadaraszwilego. Dawid prowadzi coś w rodzaju domu gościnnego. Nocleg plus wyżerka ( z winem i chachą). Rozmawialiśmy pół nocy. Trochę po rosyjsku,trochę po angielsku , a reszta na migi. Czarodziejka chach przełamywała wszystkie lody. Atmosfera trochę się zagęściła,gdy rozmowy zeszły na tematy polityczne. Stali,rosyjska inwazjo, Osetia.... to nie były tematy,które pozwalały bez emocji sięgnąć po kolejny kieliszek . Grubo po północy poszliśmy spać. Rano czekał nas podróż do Tbilisi.
| Biały Most nad rzeką Rioni |
Lotnisko w Kutaisi. Wczesny ranek. Szybka odprawa. Smigiem znajdujemy taxi do centrum. Jest to zorganizowane przy udziale władz lotniska. Dwie Panie pytają każdego z podróżnych, gdzie chcą jechać. Są trzy główne destynacje. Tbilisi,Batumi, Kutaisi. Jedna z Pań mówi nawet po polsku.
Zostaliśmy za kilka euro podwiezieni pod sam hotel. Tyle,że to był NAPRAWDĘ wczesny ranek.Diplomati Hotel. Przecudne miejsce.Recepcja nie była całodobowa, ale wnętrza bizantyjskie.
![]() |
| Hotel Diplomati |
Mieliśmy dzień na zwiedzenie miasta. Wydawało się,że czasu jest aż nadto , ale... .
Życie w Gruzji toczy się według własnego rytmu. I nie jest on bliski tym ,którzy nie smakują , którzy nie wąchają , którzy nie potrafią chwilę popatrzeć.
Każda czynność ma swoje tempo. Tu nikt się nie spieszy ( z wyjątkiem taksówkarzy ) .
Taki stan rzeczy miał olbrzymi wpływ na to co udało się nam zwiedzić tego dnia.
| Katedra Bagrati |
| Katedra Bagrati |
Oczywistym jest, że nim weszliśmy na Ukimerioni , na szczycie którego to wzgórza znajduje się ta świątynia, poszukaliśmy knajpki z kawą. I tu pierwsze rozczarowanie Gruzją. Kawa... słaba, droga i do..de.
Naprawdę. Przez te niemal 2 tygodnie spędzone w Gruzji napiliśmy się dobrej ( przyzwoitej ) kawy.
| Katedra Barati |
| Katedra Bagrati |
| Batumi- ogród botaniczny |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz