KORFU

Zaułki   centrum Kerkiry
Korfu , a dokładnie rzecz ujmując -Kerkira -stolica tej greckiej wyspy , było portem przesiadkowym w drodze do Albanii. Lotnisko wydaje się być usytuowane  niemal w centrum miasta. Według  wyliczeń od hotelu -Folies Corfu Town Hotel Apartments-dzieliło nas niespełna 3 km. ( w piekarni niedaleko hotelu pracuje Polka mieszkająca od 10 lat na Korfu).
Folies Corfu Town Hotel Apartments
 I może tak było , ale ....  Ta część Kerkiry leży na wzgórzach. Uliczki wspinają się i opadają. A przy okazji połowa z nich nie ma tabliczek z nazwą , a jeżeli ma to tylko i wyłącznie w alfabecie  GRECKIM. Dwie godziny. To nie jest i tak zły wynik .Gdy w drodze powrotnej szukaliśmy hotelu Europe (jeden kilometr od portu )   błądziliśmy  prawie trzy godziny , a i tak na koniec wzięliśmy taksówkę. Ale nie o tym chcę pisać.
Zmęczenie....

Generalnie trudno się rozpisywać o czymś co widziało się niespełna 5 godzin , ale coś w tym mieście jest. Ma swój urok. Skłonny jednak jestem uznać,że ujawnia go w pełni dopiero po zmroku. W ciągu dni nie rzuca na kolana.  Sprawia wrażenie odrobinę zaniedbanego. Dziurawe chodniki. Graffiti na murach. Ogromne  kontenery  przepełnione odpadkami.
W tle wieża kościoła Agios Spirodonas

Stary Pałac
Jednak miasto to różni się od innych miast  Grecji. Nie odcisnęło się na nim w żadnym stopniu piętno  osmańskie. I nie dziwota. Korfu nigdy nie dostało się pod panowanie Turcji. Panowali tu Wenecjanie i Brytyjczycy.Z małą przerwą na Francuzów. I to Wenecjanie i Brytyjczycy  wykuli charakter zabudowy miasta.Sztandarowe przykłady weneckiej myśli architektonicznej to w głównej mierze  budowle obronne z Nową Twierdzą (Neo Frurio) na czele oraz budowle sakralne ,których przykładem niech będzie Kościół Agios Spirodonas . Pamiątką po Brytyjczykach  jest na pewno budynek Palaia  Anaktora ( Pałac św.św. Michała i Jerzego , Stary Pałac,Pałac królewski) czy też  Palaia  Nomarhia ( dawna prefektura). Dopiero druga połowa XIX wieku to początek przynależności wyspy do Grecji .Wtedy to za sprawą Cesarzowej Sisi powstał Achillion ( około 12 km na południe od  miasta). Spotkać  możemy przykłady architektury bizantyjskiej.
Pewnym przekleństwem Korfu są współcześnie rozpoczęte i nie dokończone budowy. Jedni zwalają to na kryzys, inni na lenistwo, a jeszcze inni na wrodzoną u Greków nieufność do banków. Budowę rozpoczyna ojciec dla syna w systemie "gospodarczym". A syn dokańcza ją po urodzeniu pierwszego .....własnego syna. Także w systemie "gospodarczym".
Tak czy siak uroku to miastu nie przysparza. Na szczęście starówka jest wolna od tego zjawiska. Sercem Starego Miasta  zdaje się być Esplanada. Ogromny plac  usytuowany pomiędzy Starym Fortem , Starym Pałacem  a zabudowaniami Starego Miasta. Tu  na spotkamy  kolejny przykład spuścizny  po  Brytyjczykach - Cricket Grounds ( boisko do krykieta). Od strony zachodniej placy zamykają usytuowane w podcieniach (Liston) XIX wiecznych kamieniczek modne kawiarnie . Tu też znajduje się jeden z większych postojów taksówek.

Wielką frajdę może sprawić sam spacer uliczkami i zaułkami Starego Miast. Jak w większości miast i miasteczek południa Europy życie zaczyna się wo zmierzchu. Ulice zapełniają się nie tylko turystami,ale również tubylcami. Mieliśmy to "szczęście" iż  tego wieczoru trwały rozgrywki greckiej ligii koszykówki. Większość knajp była pełna kibiców tej dyscypliny,którzy w sposób bardzo żywiołowy  kibicowali jednej z drużyn. Nie znam się na greckiej koszykówce nie wiem więc komu kibicowali miejscowi, ale sądząc po nastrojach to chyba ich drużyna wygrywała.


Jak na całym świecie knajpy nie służą li wyłącznie do oglądania meczów koszykówki. Przychodzi się do nich by coś zjeść i czegoś się napić w miłym  towarzystwie. Niestety przekleństwem miejscowości turystycznych jest to, iż restoratorzy ( właściciele tawern i barów) zmuszeni są ograniczać jadłospisy do tzw. "pewniaków" . W Grecji - i to tej kontynetalnej , jak i na większości wysp  menu zaczyna się ograniczać do moussaki, souvlaki, tzatzyki i sałatki greckiej. Te sztancowe dania wypierają  prawdziwe regionalizmy.  I rzecz nie dotyczy jedynie Grecji.
Oblazłem pół Rzymu w poszukiwani ogonów wołowych (coda alla vaccinara) - które nota bene  ostatecznie znalazłem  w małej knajpce na Zatybrzu- czy też ozorach. Te były nieosiągalne.
W menu kerkirskich knajp też trudno szukać kefalkii . Nie znaczy to,że  nie można tu  dobrze zjeść za rozsądną cenę. Turystom średnio i nisko budżetowym polecam wizytę w psistariach. Knajpkach  gdzie na stojąco przy stoliku  można  zjeść pittę czy meridę .
W typowych restauracjach do rachunku doliczana jest  opłata serwisowa - za nakrycie - może ona sięgać 3-5 euro. Powyższa nie wyklucza napiwku.
Kawę Grecy piją niema cały dzień. Kawę się tu słodzi ( należy wyraźnie poprosić o  sketto jeżeli nie chce się cukru) nie przeszkadza to by  zagryźć ją baklawą.

Wśród typowych dla Korfu napojów należy wymienić dwa. Jednym z nich jest tzizimbira ( zwane ponoć piwem imbirowym) - napój BEZALKOHOLOWY z soku cytrynowego,cukru,wody i odrobiny imbiru  oraz napitki ( już alkoholowe) z kumkwatu , na ten przykład  likier z tego owocu.
Nie piłem ani jednego , ani drugiego i .... chyba nie żałuję.

Na Korfu wylądowaliśmy kolejny raz w drodze powrotnej z Albanii. I tym razem nie obyło się bez przeszkód. Nawigacja w komórce jak zwykle zwariowała w najmniej odpowiednim momencie. Planowaliśmy ponowny wieczorny wypad na miasto ( od przystani promowej do hoteli miało być  niespełna 2 kilometry) ,ale  po niemal 3 godzinach błąkania się z bagażami po uliczkach przyportowej dzielnicy i Starego Miasta , złapaniu - w akcie desperacji- taksówki zalegliśmy w hotelowym pokoju. Moja aktywność ograniczyła się do wyjścia do pobliskiego sklepiku po wino i wodę mineralną, kąpieli i włączeniu telewizora. Rano  rekonesans po okolicy, śniadanie  w pobliskim zacharoplastio  i trucht na Plac Theotoki skąd odjeżdżają autobusy na lotnisko. Gdy docieraliśmy na miejsce zerwała się straszliwa ulewa ,która jak się późnej okazało sparaliżowała ruch na tutejszym lotnisku. Pierwszym niepokojącym sygnałem było to,iż nagle na całej hali zabrakło prądu. Potem zaczęły się odwoływania lądowań i informacje o opóźnieniach ."Najzabawniejsze" w tym wszystkim było to,iż nie zmieniono harmonogramów odpraw. Te szły planowo. W pewnym momencie na sali odlotów koczowało już  pełne obłożenie 10 lotów. W sklepach bezcłowych szybko zabrakło piwa , tanich win i taniego uzo. Kafejki miały "złote żniwa".  Ale to tylko menadżerów tych instytucji cieszyła ta sytuacji. Rosjanie lecący do Rostowa musieli dostać się do Salonik. Im  nie było do śmiechu. Nasz lot na szczęści był jedynie opóźniony. O 4 godziny.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz